From: rwt <rwt big-orange.com>
Subject: Re: Egzystencjonalizm =?UTF-8?B?wqYgcG96YSB0ZW1hdGVt?=
jurek wrote:
>> jurek wrote:
>>> "splin "-stan przygnÄbienia,apatii,uczucie beznadziejnoĹci,nudy
>>> zniechÄcenia,chandra. (z ang. spleen)
> DokĹadniej to chandra byĹa po Ĺredniku a zatem to nie byĹ juĹź synonim a prĂłba
> znalezienia najlepszego polskiego okreĹlenia.
Mam tÄ samÄ
definicjÄ, teraz znalazĹem w aktualnym sĹowniku onâline
(wtedy nie byĹo), ale tam nie ma chandry na koĹcu ;) MoĹźe splin to takie
coĹ, co siÄ nie koĹczy prawie nigdy, a chandra to chwilowe uczucie?
Dla chandry piszÄ
tylko, Ĺźe to stan przygnÄbienia.
--
/ qo |) : =N%_g=v=a=g_eD_e=c()=d=8! =%!Gn 8're. w8in/ad
\ _x/ , ;h-%-a'hA'H4,X0'Xo~xo~xO,R`-%EXp01ITed: *-7/+eh
/ | ng `-%__%--'__%--'__%--~__%--^%B`/$qV3r[o; &GooMee
L o_O http://tech.groups.yahoo.com/group/opRWTng O_o L"EnOF"
Sprzedaż kosmetyków
From: "judA...|... ?" <vohumana gazeta.pl>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
Dnia Fri, 26 Oct 2007 19:43:22 +0000 (UTC), pafau k. napisał(a):
>>>>> a) Jeśli możemy podzielić na nieskończenie wiele części, to istnieje
>>>>> nieskończenie wiele części, czyli nieskończoność istnieje.
>>>> Brat, realnie czy w matematyce ?
>>> Twój wybór, brat. Intuicja mi mówi, że realnie raczej nie,
>>> czyli w realu skłaniałbym się do opcji b).
>> A czym to sie praktycznie różni od a) :o/
> Praktycznie wszystkim, a) mówi, że nieskończoność jako
> samodzielny byt istnieje, b) przyznaje tylko możliwość
> potencjalnego przeprowadzania jakichś działań
> w nieskończoność, ale nie daje jej prawa istnienia
> per se.
moim zdaniem możliwość przeprowadzania jakiś
działań w nieskończoność jest nadaniem praw,
se rób co chcesz.
>> A co takiego zakłada matma alefowa, co ją doprowadza
>> do absurdu, w którym coś skończonego dodane do nieskończonego
>> niczego w sumie nie zmienia ?
>
> Że nieskończoność istnieje jako samodzielny byt.
> Z tym, że można coś do niej dodać pierwszy raz się spotykam.
To co, do alefa już nic nie można dodać ?
Bo mnie jakiś matematyk tu kiedyś uświadamiał,
że można dodawać do nieskończonego skończone,
tyle że to nie daje żadnego efektu.
> Nie jestem uczony w Księdze, ale mnie się wydawało,
> że oo to taki 'konstrukt teoretyczny' (też ci zaśmierdziało?),
> który nie jest liczbą i dodawać do niego, to jak spróbować
> dodać jeden do suczej krakowskiej. Widać źle widać i się
> myliłem.
Nie, nie, brat, ja o matematyce to w sumie nie mam
zielonego pojęcia, a jeśli chodzi o księgi, to najprędzej
NT, ewentualnie ST :o) sie nie deprymuj, bo krótko mówiąc
jestem z matmy głupi :o( pewnie bym nie zdał nowej matury.
>>> Jaktojak? Tak, że masz potencjalną możliwość takiego dzielenia.
>> Mam czy nie mam, tylko bez kompinowania ?
>
> Masz. Słowo-klucz: potencjalną. Osiągniesz to nieskończone
> dzielenie w nieskończenie długim czasie.
Na pewno osiągnę ?
Kuna, coś jakby zaczynam jarzyć...
>>> Faktycznie możesz tylko dążyć do dzielenia w nieskończoność.
>> Czyli faktycznie nie mam takiej możliwości ?
>
> Masz, potencjalną :)
Czyli tak naprawde nie mam ?
Brat, chyba sie nie bawiz w polityke, co ? :o/
No ale przynajmniej nie należysz do Wermachtu, tak ? - he, he.
>>> Bo nigdy jej nie osiągniesz.
>> Czego konkretnie osiągnąć nie mogę ?
> Nieskończoności. </wyłączyć fanfary>
> Bo nieskończone nie jest skończone.
> I dlatego dzielenie metra na kawałki może do
> nieskończoności iść, nie doszłszy i metrem metr zostanie.
> Skończonym.
Wietrzę tu jakieś oszustwo.
>> Bo jeśli dzielę w nieskończoność, to chyba
>> właśnie osiągnąłem, co chciałem, tak ?
> Nie, siedzisz i dzielisz. Nic nie _osiągnąłeś_, acz
> jeśli ktoś spyta, czy bruszycz czy pocziwasz, możesz
> odpowiedzieć: _osiągam_.
wiecznie, czyli dzielę nieskończenie długo, tak ?
>> Czyli bym osiągnął nieskończone dzielenie.
> Osiąg_A_ł, nie osiąg_NĄ_ł.
>> Jak zwał, tak zwał, wyraźnie widzę tu możliwość
>> uzyskania nieskończenie wiele części podziału
>
> Zwij mnie osłaem, zwij mnie podłszą od najpodłszej
> kreaturą, ale nie będę nosił broni. Oraz dalej będę
> twierdził, że masz możliwość uzyskiwania, nie zaś
> uzyskania.
uzyskiwanie nieskończonego = to, co sie nazywa dzielniem
w nieskończoność, a więc uzyskałem, com chciaŁ, SE DZIELĘ
I DZIELĘ...
>> A czym się a) różni od b) bo jakoś nie widzę różnicy... :o(
> Tym, że w matematyce zakładajacej b) nieskończoność _nie istnieje_,
> W zakładającej a) istnieje jako substancjalne coś.
Aaaa..., cza było tak od razu.
A czy w ogóle matematyka zajmuje sie substancjami ?
To chyba domena chemii, tak ?
>>> Radzą sobie całkiem nieźle bez cycków, krasnoludków, oraz
>>> pewnego mało znanego gatunku chomika od pasa w górę.
>>
>> Jakiego konkretnie gatunku chomika ? :o/
>
> Taki specyficzny gatunek na wyginięciu. Wypycha sobie
> tylko lewy polik i go sciąga pod samochody jadące
> z naprzeciwka, więc jest w zasadzie na wymarciu.
Kuna, brdzo mnie ten gatunek zaciekawił,
ale słowo harcerza nic nie rozumiem... :o/
>>> Za późno na co?
>> Na uratowanie mnie od wariactwa, brat :o(
>
> Brat, bez przesady. Myśl twa wyjątkowo trzeźwa, gdzie ci
> tam do czubków.
Brat, u nas na oddziale nazywają mnie trzeźwy :o)
tak dla jaj oczywiście - he, he.
--
vohu.mana
From: "pafau k." <erkaerUSUN_TO gmail.com>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
.... hej.brat ! zawsze puka do skutku albo do załamania nerwowego:
> A jednak znasz granice filozofii ? :o/
> Bo ja już się prawie dałem przekonać, że ich nie ma :o)
Bo nie ma. Kwestia postrzegania pojęć - matematyka, etyka,
wszystko co tyka i na myśleniu się opiera haczy o filozofię.
>> Bo to jak u Alicji w krainie - im dalej tym zdziwniej.
>
> O tak, Alicja jest ok.
Rykoświstąknąwszy.
> Abek byl nieśmiertelny ? :o/
> No ale wtedy nie szło go zabić, tak ?
Widzisz, może on był reinkarnowany lub wskrzeszany co chwila.
Albo to był Abel z Paradoksu. Coś jak "czy luke skywalker
pokonałby wolverine'a?".
> Cyfra pięć istnieje moim zdaniem realnie
> jako kwant materii-energii w naszych makówkach,
> ewentualnie na papierze.
Więcej, mamy więcej przesłanek, że istnieje. Na przykład
mogę ci pokazać pięć chybotliwych gibonów. Albo pięć
tykw bądź stągiew.
> Dałbym, też sobie uciąć , że istnieje nieskończona
> ilość drogi w kosmosie, czyli przestrzeni.
Ale nie pokażesz mi brat. Przesłanek jest nieco mniej.
No, i mógłbyś rano obudzić się bez swojego figgina*
> Jeśli nigdy się nie dodzielę, to nie tylko potencjalnie,
> ale właśnie realnie dzielę w nieskończoność.
Ale jej nie ma! Tej nieskończoności! Ó! Dzielisz w nieskończoność
i możesz w nieskończoność dzielić, ale nigdy, przenigdy nie
możesz w nieskończoność podzielić. To jak dążyć do ideału
i nigdy nie dojść. Twierdzisz, że absurdem jest człowiek
> Nie chodzi 0o długość życia czlowieka,
> lecz o prawdę, brat.
> No więc albo można dzieć skończone w nieskończoność,
> albo nie. Jeśli można, to jest absurd.
Ha. I to jest ta fundamentalna różnica - jednym słowem kaplica.
Ja uważam, ze absurdu tu nie ma.
> A o co konkretnie Ci chodzi, brat z tą piątką ? :o/
To był odnośnik do jakiegoś tam tekstu wyżej, oznaczonego
też trzema gwiazdkami. Już nie pamiętam o co be. Coś jak
z figginem poniżej i powyżej. Kumaszbrat, tak jak w papierowej
książce.
* figgin - małe ciastko z rodzynkami
--
pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]
From: "AW" <Pan_Andrzej_W hotmail.com>
Subject: Re: Metafizyka wolności
"Przewodas" <bazyliszktlWYTNIJTO buziaczek.pl> wrote in message
news:4642.0000010f.47164f90 newsgate.onet.pl...
> Jeżeli wolna wola jest złudzeniem lub przypadkowym tworem kultury dlaczego
jej
> ograniczanie powoduje wyraźny dyskomfort psychiczny nawet u ludzi, którzy
> nigdy o niej nie słyszeli?
>
> Faktem jest wyraźny spadek alkoholizmu wśród Polaków po odzyskaniu
> niepodległości w 1918 i 1989 roku. Propaganda antyalkoholowa nagle
przestała
> być potrzebna. Wolność osobista radykalnie zmniejszyła spożycie alkoholu.
Bliski sercu przykład...
> Czy np. gallicyjskich chłopów przed 1918 wręcz przysłowiowo rozpitych,
można
> posądzać o to, że mieli wyrobione wyższe potrzeby intelektualne? A jednak,
> choć pewnie większość nie potrafiła zdefiniować sensownie pojęcia
"wolności"
> dotkliwie jej brak odczuwali.
Ale kaca mają po dziś dzień, zabarwiająć swoją specyfiką cały naród.
Szczególnie jak jest postrzegany z zewnątrz...
> To samo Chińczycy - nie mają nawet pojęcia wolnej woli (w tradycyjnej
> filozofii) - w zamian marazm i gigantyczne spożycie opium. Regularnie
> podbijami przez wszystkich koczowniczych dzikusów dookoła, posiadających
tylko
> jedną przewagę - większy zasób osobistej wolności niż Chińczycy.
Państwo środka to jednak środek ciężkości świata.
> Można permanentnie naruszać Zasadę Zachowania Wolnej Woli i można z tym
żyć,
> ale ma to swoją wymierną psychiczną cenę, a i tak ZZWW będzie osłabiać i
> demontować systemy ograniczające wolność.
Tak, podobnie zresztą jak ZZMM.
Hmhmm, widzę, że nikt tu nie chce podjąć tematu. Więc zlitowałem się, bo
sam świetnie wiem, jak to boli.
;-)
Z politowaniem,
AW
..
From: 1litr = nic/3 <vohumana gazeta.pl>
Subject: Re: Dylatacja czasu klucz do wszechswiata?
Dnia Thu, 25 Oct 2007 23:58:46 +0200, spit napisał(a):
>> Brat, uzależnianie czasu od jego tła, to może
>> i odjazdowy pomysł, ale tylko w sztuce malarskiej.
>
> a w geometrii czasoprzestrzeni?
Dokładnie to miałem na myśli :o)
--
vohu.mana
<oo>___ ~* <oo>___ ~* * - ` '-
( _ ) . _ ) ( _ ) . _ )
............................................................
Jedna dobra myśl jest jak dwie laski :o)
From: "Sky" <skymen op.pl>
Subject: Re: I jeszcze o Gnojeniu...
Użytkownik "JaKasia" <moja_hekate op.pl> napisał w wiadomości
news:fejdqq$im1$2 atlantis.news.tpi.pl...
> Użytkownik "Sky" <skymen op.pl> napisał w wiadomości
> news:fejbke$ths$1 news.onet.pl...
>
> >> > No to spróbuję twoją opinię o mnie jeszcze bardziej nadwerężyć:
> >> > A taki Stachura?
> >> - no tak - pewnie nie uwierzysz - ale o tym myślałem - jako motywacji
> >> twego pytnia - ale uznałem ,że to przecież nie ten konstekt
> >
> > kontekst? ;)
> >
> > Stachura się pojawił juz po fakcie zadania owego pytania
> > -na użytek odpowiedzi do ciebie, kiedy szukałem
> > jak najpojemniejszej analogii [doprawdy dla cię za odległej?] ;)
>
> Brak mu zdolności aproksymacji. ;)
>
Komu? Stachurze?! ;P
Kosmetyki naturalne
From: "jehuda.mazda" <vohumana gazeta.pl>
Subject: Re: 1m : 2 = ?
Dnia Sun, 28 Oct 2007 08:50:08 +0000 (UTC), lajkonix napisał(a):
>>>> Ale jak Ci pytalem, skąd się wziął BB, to mówiłeś,
>>>> że z woli Bożej, tak ?
>>>
>>> I gdzieśtubrat znalazł interpretację że Dobry Pan Bóg się skurczył do
> punktu?
>>
>> No to skąd sie wziął BB ? :o/
>>
> A stąd:
>
>> Czyli wcześniej musiał nastąpić wybuch zbolałych
>> od ściskania w imadle kosmosu jąder, tak ? :o/
No to wyszło na moje, pamiętasz,
jak żeśmy ściskali jądra, a Ty sie zapierałeś,
że to nie boli i że kosmos nie wybuchnie w końcu płaczem ? :o)
>>>> Czyli co, mam podgrzać ten spirytus 99% w czajniku ? :o/
>>>>
>>> Pomysł niezły. Woda odparuje i nie musisz paluchów do wrzątku wsadzać.
>>
>> Jak to ?
>> A po co miałbym wkłądać paluchy do wrzątku ? :o/
>
> Żeby ostatnio cząsteczkę wody wyjąć.
A co, sama nie wyparujE ?
nO TO MOŻE JESZCZE DORZUCIĆ coś DO PIECA ? :O)
>>> Natchłeś miebrat:
>>> Jeźli na 1 punkt mierzalny nie skłądają się
>>> dwa lub więcj niemierzalnych krasnali,
>>> to takim razie przerzynanie i ruch polegają na tym,
>>> że żeby przerżnąć trzeba wykonywać ruchy. Piękne.
>>
>> Kuna, coś w tym jest, ale musze te myśl
>> jeszcze postudiować, to Ci jutro odpowiem.
Coś w tym kuna jest, ale nie wiem co :o(
>>>> A o Trójcy nauczał ? :o/
>>>> Sam widziszbrat.
>>>
>>> Nie wchodzę w tę dyskusję, bo się samozaprzeczyłeśbrat.
>>> Dotychczas twierdziłeś, ze Jezus nie wspominał o Trójcy.
>>
>> Podobnie jak o brakpunktach nic nie mówił, tak ?
>>
> Powiedział otwarcie i szczerze "Królestwo moje nie jest z tego swiata".
> Czy nie prościej byłoby z podobną otwartoscią przyznać "Brakpunkty nie
> należą do reala"?
Ok., to na czym polega ruch ? :o/
--
<oo>___ ~* * - ` '-
( _ ) . _ )
vohu.mana ...........................................
Pewien garncarz (Chnum), który mieszkał w Egipcie
na wyspie EL'efantynie, narobił kiedyś garnków z gliny,
które mu się potłukły, ale jakiś Żyd (Żydzi ?) poskładał
ze skorupek człowieka i dał mu prawo moralne do serca
zapożyczone po całym świecie, tj. dech życia...
A teraz człowiek z gliny się biedzi nad znaczeniami...
From: "...Zurwan _( i i )_" <menora jerozolima.new>
Subject: Re: Czas, ruch, materia, =?iso-8859-2?Q?przestrze=F1?=
Dnia 7 Oct 2007 14:47:34 +0200, lajkonix napisał(a):
>> X000X
>> 0X0X0
>> 00X00
>> 0X0X0
>> X000X
>>
>>
> Kurcze, niezy trick...
> Zaczynam wierzyć, ze Wszechswiata nie ma.
> W takim razie, kto nam naopowiadał tych wszystkich bzdur?
Kurcze, wszechświata nie ma ? Jak to ? :o/
> Lajkonix
> panta rei - wszystko w płynie
--
hej.brat !
kozio`l'ek mato`l'ek
--------------------------------------------->
... czas jest jak ogień ...
From: "Pszemol" <Pszemol PolBox.com>
Subject: =?iso-8859-2?Q?Re:_=28*__=B6rednica_Ksi=EA=BFyca?=
"ksRobak" <robakks gazeta.pl> wrote in message news:fgp25m$pqk$1 inews.gazeta.pl...
> Kapujesz Pszebaranku? :)
[...]
> A może to za trudne na rozumek MÓŁA ??????? :-)
Teraz juz wiesz czemu nikt nie chce Cie czytac?
From: tomekwilmowski yahoo.com
Subject: Re: 2D 3D i 4D
On 18 Pa=BC, 11:45, "Logiczniak" <lo... onet.pl> wrote:
> KROK PIERWSZY
> KOLO 2D umieszczone w calosci w I cwiartce ukladu wspolrzednych mozna poc=
iac
> na bardzo cieniutenkie paseczki, (zblizone niemal do odcinkow, ale NIE
> ODCINKI), ktorych dlugosc bedzie zmienna. Zalozmy ze wykonujemy ciecie
> plaszczyzny kola OWNOLEGLE do osi X. No i powiedzmy ze otrzymamy w wyniku
> ciecia 1000 paseczkow (niby-odcinkow) o dlugosci z zakresu [0; 2r].
> Najwiekszy pasek to bedzie srednica kola, ozostale beda parami tej samej
> dlugosci ale po roznej stronie srednicowego.
>
> KROK DRUGI
> Kul=EA 3D (za=B3ozmy ze "wisi ona w powietrzu" ponad plaszczyzna XY) moz=
na
> pociac na cienkie plasterki jak cytryne. Pociete plasterki beda przypomin=
ac
> plaskie kola (grubosc minimalna) - ale o roznej wielkosci promienia. Patr=
zac
> "od spodu kuli" w kierunku prostopadlym do XY bedziemy miec kolejno: PUNK=
T,
> KOLO o promieniu r (r bardzo malym), kolejne KOLA o promieniu r
> wzrastajacym, KOLO MAKSYMALNE (srednicowe o promieniu R rownym promieniowo
> samej kuli), a potem kola zmniejszajace sie o promieniach coraz to
> mniejszych, na koncu znowu PUNKT.
>
> KROK TRZECI
> I jak KOLO 2D skladalo sie z odcinkow o zmiennej dlugosci (najwiekszy z n=
ich
> to srednica a pozostale to rownolegle do srednicy cieciwy) i jak KULA 3D
> skladala sie z K=D3=A3 2D o roznych promieniach (a wiec i powierzchniach)=
- tak
> analogicznie HIPERKULA 4D sklada sie z ciagu KUL 3D o zmennej wielkosci.
> Pojawia sie pytanie, gdzie te kule sa?
>
> Znowu trzeba powrocic do poprzednich bryl. Odcinki 1-wymiarowe (to
> przyblizenie bo maja pewna grubosc), trzeba bylo umieszczac jeden nad dru=
gim
> w kierunku 2 wymiaru aby powstalo KOLO 2D.
>
> KO=A3A 2D o roznych promieniach (plasterki cytryny) trzeba bylo ukladac j=
eden
> na drugim w kierunku trzeciej osi Z prostopadlej do plaszczyzny XY, aby
> powstala z tego KULA 3D.
>
> I teraz podobnie jest z owa wspaniala HIPERKUL=A1 4D ! Po prostu trzeba w=
ziac
> ciag kul 3d o zmiennej dlugosci promienia i ustawic je w kolejnych
> przestrzeniach 3D, prostopadle do przestrzeni XYZ. Czwarta os to czas T,
> zatem w kolejnych momentach (chwilach), t1,t2,t3,t4,.... bedziemy miec
> przekroje hiperkuli 4D w postaci kul 3D.
>
> Poniewaz czas dla nas plynie (razem Z NAMI plynie), wiec nie mozemy zobac=
zyc
> innych przekrojow anizeli JEDEN tylko przekroj tej hiperkuli 4D, zanurzon=
y w
> nasza przestrzen 3D XYZ "teraz". Tak wiec widzimy zawsze tylko przekroj t=
ej
> hiperkuli w posatci jednej kuli 3D, ale bez wiekszego klopotu mozemy sobie
> wyobrazic RESZTE tej hiperkuli, tak jak sie rozpamietywuje zdarzenia
> przeszle. Praca wyobrazni bedzie taka sama.
>
> HIPERKULA 4D rozlozona na "plasterki 3D" to jest kolejno: PUNKT, kula 3D o
> malenkim promieniu, kula 3D o wiekszym promieniu, potem coraz wiekszym i
> wiekszym promieniu, na koncu najwieksza kula 3d (srednicowa), po czym
> nastapi ciag kul zmniejszajacych sie stopniowo do PUNKTU.
>
> Poniewaz czas jest tu czwartym wymiarem, wiec dobra ilustracj=B1 plastycz=
n=B1
> (protez=B1 dla naszej wyobrazni) - bedzie nadmuchiwanie balonika a nastep=
nie
> wyciaganie z niego powietrza.
>
> Na poczatku (chwila ZERO) balonik ma objetosc ZERO, potem gdy wdmuchamy
> nieco powietrza - bedzie mial minimalny promien, gdy bedziemy dmuchac w
> niego dalej - promien balonika bedzie rosl, az do osiagniecia wielkosci
> maksymalnej, potem wyciagamy (do pluc) powietrze z balonika i on chudnie
> znowu do ZERA.
>
> Ciag tych wszystkich balonikow rozlozonych w czasie tworzy wlasnie hiperk=
ule
> 4D.
> Czy to juz WIDAC czy jeszce nie? Troszke wysilic wyobraznie....
>
> Kto zobaczyl juz hiperkule 4D, bedzie wkrotce mogl zobaczyc hiperszescian=
4D
> i inne bryly 4D a pozniej, ach co za frajda - butelke Kleina! Juz za pare
> dni....
>
> Logiczniak
> PS. Czy CZAS mozna mierzyc w kilometrach??? (to jest zagadka)
Oraz hiper-robaka 4D! ;-)
http://www.ultrasport.pl/files/Image/art_bonus_175/ultrasport_2_1168.jpg
From: "... hej.brat !" <vohumana gazeta.pl>
Subject: Re: Butelka Kleina - zakonczenie
Dnia Fri, 26 Oct 2007 22:55:37 +0200, Logiczniak napisał(a):
> Użytkownik "... hej.brat !"
>
>> Twoim zdaniem, brat, to jest ciągle nauka,
>> czy może już misteria ? :o/
>
> Pogranicze.
Nie ma czegoś takiego w nauce, brat,
chyba że u proboszcza na zakrystii :o)
> Logiczniak
--
vohu.mana
Serwer wirtualny
From: "AW" <Pan_Andrzej_W hotmail.com>
Subject: Re: Świat według Arsona, czyli System failed... [DŁUGIEEE]
"agali" <nie.tam nie.tu> wrote in message news:ffg003$i2u$1 news.onet.pl...
> AW wrote:
[...]
> >> istnieje jednakże taki stan pomiędzy podmiotem a przedmiotem wiary, że
> >> przedmiot wiary staje się również podmiotem wiary. to moment kiedy
> >> relacja wiary przestaje być relacją jednokierunkową a staje się relacją
> >> dwukierunkową tj. wtedy gdy przedmiot wiary świadomie postrzega podmiot
> >> wiary, który dla niego staje się przedmiotem wiary.
> >
> > Rozumiem o czym mówisz. Wydaje mi się to czymś zupełnie wyjątkowym.
>
> relacja dwukierunkowa jest wyjątkowa. składa się na to jej
niepowszechność,
> niecodzienność, niezwykłość.
Wyrażasz się bardzo zdecydowanie. Zupełnie, jak ktoś wysoko wtajemniczony
w danej materii.
:-)
> > Chyba, że
> > w sensie symbolicznym, niedosłownym, bo wówczas możnaby twierdzić, że
Bóg
> > przemawia do nas cały czas, jezykiem rzeczywistości, czyli zwykłych
> > przeżyć. Ale chyba nie o to Ci chodzi.
>
> nie raczej nie o to, choć nic nie zabrania wierzyć, że rzeczywistość jest
> mową, ręką, tchnieniem boga, czyli jakąś formą przekazu tudzież jego
> afirmacją. kontemplacja rzeczywistości, refleksja nad nią, może
doprowadzić
> do wniosków, iż jest dziełem boga stworzonym/tworzonym przez niego.
To JUŻ bardzo wiele.
> nie
> jest to jednak relacja dwukierunkowa, bo o ile przyjąć rzeczywistość za
> komunikat boga, a człowieka za jego odbiorcę, to w komunikacji tej nie
> następuje zrozumienie przekazu przez człowieka.
Czyż w dwukierunkowej komunikacji niezrozumienie strony doskolnalszej
przez stonę upośledzoną zaistnieć nie może?
> nie rozumiemy
> rzeczywistości. wyjaśniamy ją ale nie wiemy nawet czy te wyjaśnienia są
> prawidłowe w szerszym całościowym kontekście.
Oczywiście.
> >> jednokierunkowa relcja wiary człowieka w boga (człowiek ---> bóg) staje
> > się
> >> relacją dwukierunkową (człowiek <---> bóg) gdy przedmiot wiary (bóg),
> >> postrzega człowieka i się doń zwraca - mistyczne objawienie i
iluminacja
> >> (jako forma komunikacji boga do człowieka) tj. komunikacja w obu
> > kierunkach
> >> pomiędzy człowiekiem a bogiem.
> >>
> >> wiara taka może być nazwana wiarą pełną (od dopełnienia relacji i
> >> komunikacji kierunkiem zwrotnym).
> >
> > Zastanawiam się rózwnież, czy aby nie byłoby stosowniejszym nazwanie
> > takiej sytuacji WIEDZĄ, a nie WIARĄ, no bo skoro Bóg się do nas zwraca,
to
> > mamy już
> > do czynienia z empirią. Czyli wierzyć już nie potrzeba.
>
> potrzeby człowieka są nieograniczone, ale zastępowanie nauką wiary to
> czynienie zbędnym potrzeby wiary, tkwi w tym niebezpieczeństwo takie, że
> potrzeby człowieka nie będą określane przez niego samego a przez naukę.
> racjonalny, scjentyczny świat ograniczałby potrzeby człowieka poprzez ich
> wyrugowanie. to człowiek określa swoje potrzeby a przy ich określaniu może
> skorzytać z nauki czyniąc drogę wyboru otwartą ale gdyby nauka miała
> stanowić o naszych potrzebach, nasz wybór byłby ograniczony.
>
> świat z potrzebami ograniczonymi przez naukę, byłby światem, w którym
> spełniają się wszystkie marzenia (potrzeby pewnego rodzaju), ponieważ
nauka
> to pewne spełnienie możliwości tu i teraz, gdy wiemy jak postępować by
> uzyskać tę możliwość. to świat spełnionych, ograniczonych marzeń. czy
byłby
> lepszy od świata nieograniczonych i w większości niespełnionych,
> nieosiągalnych marzeń?
>
> zwracanie się boga do człowieka jest zjawiskiem nieprzewidywalnym,
rzadkim,
> doświadczenie to wymyka się werbalnemu opisowi, brakuje niezależnych
> obserwatorów samego przebiegu doświadczenia itp. choć nauka (neurologia,
> kognitywistyka) robią w tym kierunku postępy i są w stanie doprowadzić do
> powtarzalności zjawiska (mistyczne objawienie) w warunkach
laboratoryjnych,
> niemniej jednak na istotne najszersze wnioski z tych badań przyjdzie nam
> poczekać.
Zgadzam się prawie całkowicie co do NAUKI. Nie uważam, że będzie ona w
stanie kiedykolwiek wypowiadać się autorytatywnie o wewnętrznych przeżyciach
ludzkich, a już w szczególnosci takich jak dialog z Bogiem. Nauka zajmuje
się ustaleniami obiektywnymi, dotyczącymi sytuacji gdzie coś daje się
mierzyć
i to wielokrotnie. Wobec wenętrznych, subiektywnych doznań jednostek nauka
jest bezradna.
ALE:
Mówiłem nie tyle o NAUCE, lecz o WIEDZY, jako czmuś przeciwstawnemu WIERZE.
Chyba zaszło nieporozumienie, niech więc uwypuklę: Człowiek, który jest
tak wyróżniony, że zwraca się doń Bóg, nie musi już WIERZYĆ w Boga, bo ma
na jego istnienie przekonywujące dowody. Fakt, że są to dowody własne,
niedostępne postronnym obserwatorom, a więc bez żadnej obiektywnej/naukowej
wartości, niemniej DLA DANEGO CZŁOWIEKA są one wystarczające. On wie, że
Bóg przemawia doń, więc wierzyć już nie musi. Po prostu WIE.
> >> czy bóg zatem wierzy? wierzy o ile zwraca się w objawieniu mistycznym
do
> >> człowieka (wierzy w człowieka), ponieważ wierzyć znaczy przyjąć za
> >> prawdziwe istnienie przedmiotu wiary. nie oceniam prawdziwości i
> >> intensywności wiary boga, ale bóg podejmujący komunikację z człowiekiem
w
> >> niego wierzącym sam wierzy w człowieka o czym świadczy podjęta
> > komunikacja.
> >
> >
> > Nawet nie śmiem się wypowiadać w tym względzie. Jak to jest widziane z
> > DRUGIEJ strony może przekraczać nasze pojęcia.
>
> niemniej jakieś pojęcia, wyobrażenia mamy. śmiałość czynu (wypowiedzi)
> zakłada istnienie związanego z tym niebezpieczeństwa, jakiś potencjalnych
> niekorzystnych konsekwencji, nieśmiałość to obawa tkwiąca w nas przed
> negacją, złamaniem wpojonych/przyjętych przez nas zasad.
Mowa tu nie o czynie lecz o wypowiedzi. Potencjalną koneskwencją
wypowiadania
się o ewentualnej wierze/bądź jej braku ze strony Boga, jest
antropomorficzne
uposzczenie. Fakt, że odnośnie Boga jesteśny skazani na same uproszczenia,
wynikające z ograniczeń naszych ludzkich pojęć. Ale uważam, że ów fakt
należy
wyraźnie akcentować, przy wszelkich odniesieniach do Najwyższego.
> czy obawiasz się czegoś przy wyrażaniu swoich poglądów? bo ja sądzę, że od
> nas zależy czy konsekwencje będą odbierane przez nas negatywnie czy
> pozytywnie niezależnie od intencji stanowiących łamane zasady i
> egzekwujących karę.
>
> >> wiara pełna jest dla mnie istotniejsza od wiary jako takiej i w takim
> > ujęciu
> >> wiarę religijną rozważam i w takim to właśnie sensie bóg może być
> > podmiotem
> >> wiary.
> >
> > Jeśli czegoś takiego doświadczyłeś, to już Ci nikt nie podskoczy.
>
> nie wiem co miałoby znaczyć te podskakiwanie, generalnie nic się nie
> zmieniło ani w moim sposobie postrzegania ani w sposobie odnoszenia się do
> świata.
A więc jednak! Chylę czoła....
:-)
> > Ale
> > WIARA sensu stricte to chyba jednak wiara jednostronna, bez
potwierdzenia.
>
> jest tak.
>
> > BTW, praca nad sobą - to jedyna wolność.
>
> > Patrząc powierzchownie, dostrzegamy różnice, patrząc zaś wnikliwie i
> > dogłębnie,
> > dostrzegamy to co wspólne. Ale masz rację, jedynie w pewnym ograniczonym
> > zakresie jesteśmy w stanie zrozumieć drugiego człowieka.
>
> zakres ten możemy zwiększyć, ale potrzebna jest wzajemna współpraca.
szansa
> jest nikła nawet uwzględniając bliskie sercu osoby, otwarte ku nam z
> wzajmnością, niemniej jednak istnieje tak samo jak szansa poznania siebie.
>
> >> inaczej mówiąc jeśli już
> >> zaglądasz to poznaj, przemierz ten inny świat w pełni, wskazując drogę
do
> >> swojego świata, wskaż różnice a nie je niweluj, synteza pojęć, wartości
> >> musi być nieprzymuszona, zaakceptowana, zrozumiana.
> >
> >
> > A więc patrz, lecz nie wyciągaj pochopnych wniosków.
>
> dokładnie, przyglądaj się nieograniczenie, ale jeśli zechcesz wyciągnąć
> wnioski to zrozum przez dogłębne poznanie to na co spoglądasz.
>
> >
> >> >> jeśli ktoś sądzi, że poznał w
> >> >> pełni twór zwany człowiekiem zaglądając li tylko w głąb siebie, jest
w
> >> >> błędzie, a błąd ten objawi się niezrozumieniem z towarzyszącym mu
> >> >> pejoratywnym odbiorem drugiej świadomej ostoty.
> >> >
> >> > Nie sądź, że znasz człowieka, poprzez zaglądanie w siebie. Nie masz
> > prawa
> >> > generalizować od siebie ku innym.
> >>
> >> przecież dokładnie o tym napisałem, że tak sądzić nie należy.
> >
> >
> > Racja, pokićkało mi sie.
> >
> >
> >> > Jeśli poważnie potraktować obydwa powyższe zalecenia, to wynikłaby z
> > nich
> >> > pełna izolacja. Ani na zewnątrz, ani na wewnątrz nie odnajdziesz
> > busoli.
> >> > A więc nic tylko brak podstaw dla zrozumienia siebie oraz innych.
> >> > Niemożność ustalenia czym jest człowieczeństwo.
> >>
> >> sądzę, że przypisałeś mi zamierzenia odwrotne od tego co napisałem,
więc
> >> ustosunkować się do tego akapitu mógłbym przyjmując obydwa twoje
> >> znaczenia obu zaleceń, ale tego nie czynie, ponieważ tak nie sądzę.
> >
> >
> > Najwyraźniej źle Cię zrozumiałem. Z przyjemnością odnotowuję, że to był
> > błąd.
> > :-)
>
> kto nie popełnia błędów ten nie poznaje, ponieważ albo zna wszystko albo
nie
> wychodzi poza to co tylko zna. mi również miło było odnotować fakt,
> niedokreślenia tego co myślę czyli błędu, który prowadzi do
niezrozumienia.
> wolę by ktoś zrozumiał i się nie zgadzał, niż nie zrozumiał i potakiwał
> bądź zaprzeczał.
Jakże miło sprostować nieporozumienie i jakież to zaskakujące właśnie
tu, gdzie dla większości uparte NIEZROZUMIENIE jest punktem honoru.
> >> > Można myśleć o człowieku jako o świadomości, lecz w jaki sposób
> >> > człowiek miałby postrzegać świadomość BEZ świadomości?
> >>
> >> w żaden sposób, który nawet jeśli istnieje to jest poza naszym
> >> poznaniem. spostrzegamy tylko poprzez świadomość, innego sposobu nie
> >> znamy, ale jego nieznaność, nie czyni go niemożliwym, w każdym bądź
razie
> >> leży daleko w sferze domniemań.
> >
> >
> > Do mnie akurat tego rodzaju argument trafia w zupełności.
>
> jest bardzo silny i przekonywujący.
>
>
> >> > Wtórne są wszelkie pojęcia, a więc zarówno o sobie samym (ego) i o
> >> > bycie
> >> > zewnętrznym. Pierwotnie są zaś świadome jakości odbierane w czasie
> >> > rzeczywistym. To tu własnie znajdują się PRAWDA i RZECZYWISTOŚĆ.
> >>
> >> i tu mamy zgodność i zrozumienie.
> >
> >
> > A jednak!
> > :-)
>
> owszem.
>
> > Cieszę się, żeś agali.
>
> to przyjemność bycia czym się jest :)
Z poważaniem,
AW
..
From: "lajkonix" <lajkonix WYTNIJ.gazeta.pl>
Subject: =?ISO-8859-2?Q?Re:_Czas,_ruch,_materia,_przestrze=F1?=
Zurwan _(i)_ <menora jerozolima.new> napisał(a):
> Dnia Sat, 6 Oct 2007 17:30:03 +0000 (UTC), lajkonix napisał(a):
>
>
> >>>> Czy materia może istnieć bez obserwatorów? Nie. Obserwatorzy są jakby
> >>>> zamknięci w czasie i tylko oni mają złudzenie materii i uważają ją za
> >>>> taką, a nie inną. Czy to nie przypomina trochę takiego Matrix'a, w
> > którym
> >>>
> >>> A dlaczego materia nie może istnieć bez obserwatorów?
> >> To obserwatorzy, nazwali to co jest materią.
> >
> > Aha, a zanim się obserwatorzy pojawili, nie było materii, tak?
>
> Kuna, brat, lepiej mi wyjaśnij, na czym polega ruch, ok ?
Nie rozpaczaj brat.
To jest o wiele prymitywniejsze niż się wydaje.
Zmieniasz położenie w przestrzeni fizycznej z A do B. I tyle.
Zauważ, czy się będziesz wlókł 100 lat czy śmigniesz w sekundę - zmieniłeś
położenie, bez względu na upływ czasu. Olewasz innymi słowy czas przy
zmianie położenia. CzasBieg czasu nie zakazuje ci nijak zmianę położenia.
To jest ruch.
Co innego jest pomiar ruchu w czasie.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
From: "lajkonix" <lajkonix WYTNIJ.gazeta.pl>
Subject: =?ISO-8859-2?Q?Re:_Czas,_ruch,_materia,_przestrze=F1?=
Zurwan _(i)_ <menora jerozolima.new> napisał(a):
> Dnia Sat, 6 Oct 2007 17:27:35 +0000 (UTC), lajkonix napisał(a):
>
> > Piotr Szturmaj <gacek999 nospam.tlen.pl> napisał(a):
>
> > PS. Dlaczego zatrzymanie czasu miałoby uniemozliwić ruch?
> > Co jedno z dugim ma wspólnego?
>
> Ano jednak ma, bo ja nie ma czasu, ruch jest niemożliwy,
> a jeszcze lepiej powiedzieć istnienie w ogóle :o)
>
>
>
> > > Twierdzenie:
> > Zatrzymanie przemieszczania się przestrzeni fizycznej w wymiarze
czasowym,
> > nie jest w stanie zakazać przemieszczania się obiektów w samej
przestrzeni
> > fizycznej wzdłuż wymiarów przestrzennych.
>
> Owszembrat, bo po zatrzymaniu czasu w ogóle
> wszystko przestaje istnieć :o)
>
>
> > Dowód:
> > Zatrzymuję czas.
>
> Wszystko przestaje istnieć.
>
>
> > Przemieszczam się z A do B.
>
> No już jednak nie dajesz rady, skoro Cie nie ma :o)
>
> > A nawet jestem w A i B jednocześnie.
> > C.b.d.o.
>
> moim zdaniem nigdzie nie jesteś :o(
>
>
A na kiego mi czas jest potrzebny do zmiany położenia w przestrzeni
fizycznej.
Połozenie zmieniam w wymiarach przestrzennych, a one SĄ.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
From: "Gi .l. gamesz" <vohumana gazeta.pl>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
Dnia Fri, 2 Nov 2007 18:17:37 +0000 (UTC), lajkonix napisał(a):
>>>>>>>>> A czym konkretnie jest odległość ? :o/
>>>>>>>> No właśnie....
>>>>>>>> Ale bardziej podstawowe pytanie to:
>>>>>>>> "Czy odległość JEST?"
>>>>>>>
>>>>>>> A masz jakieś wątpliwości, co do istnienia odległości ?
>>>>>>
>>>>>
>>>>>> A to z czego jest zrobiona?
>>>>>
>>>>> Przeca z pustki, czyli z przestrzeni :o)
>>>>
>>>> A z czego jest zrobiona pustka czyli przestrzeń?
>>>
>>> Jak to kuna z czego, z niczego :o)
>>
>> A poza tym nikt jej nie robił, ona JEST...
>>
> No to się sprawa powoli zaczyna wyjaśniać:
>
> pustka jest z niczego,
> odległość jest z pustki,
> odcinek jest z odległości,
>
> Stąd jak krowie na granicy widać, ze
>
> **** odcinek jest z niczego ****
Podobnie jak pustka, chili przestrzeń :o)
> Siła logiki.
jak siła penisa :o)
Pozostaje tylko ustalić, czym jest ruch
po takiej drodze z niczego...
i jak się właściwie odbywa. :o/
> Lajkonix
> panta rei - wszystko w płynie
--
<oo>___ ~* * - ` '-
( .. ) . _ )
vohu.mana ...........................................
" Na ich obraz przez wielkich bogów stworzony boską siłę posiada.
Pierś jego, powiadają, na dwanaście łokci szeroka, członek jego,
powiadają, mierzy trzy łokcie". :o) EPOS O GILGAMESZU
From: "lajkonix" <lajkonix WYTNIJ.gazeta.pl>
Subject: =?ISO-8859-2?Q?Re:_Czas,_ruch,_materia,_przestrze=F1?=
Zurwan _(i)_ <menora jerozolima.new> napisał(a):
> Dnia Sat, 6 Oct 2007 20:21:43 +0000 (UTC), lajkonix napisał(a):
>
>
> >>> Eeee... przestrzeń fizyczna musi jest ciągła.
> >>
> >> Brat, nie kompinuj, przecież jest wyraźnie zbrylona, tak ? :o)
> >
> > Przestrzeń zbrylona?
> > Myślałem, ze u ciebie materia energia może być zbrylona.
>
> A przestrzeń fizyczna to niby co jest, dziewica jakaś ? :o/
Przestrzeń zbryla się do materii-energii?
Kuna zbryliłbym sobie kawałek przestrzeni do pół kila złota w sztabce.
>
>
>
> >>>>>>> Lajkonix
>
>
>
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
From: Michwelt <mi.c.hw.e.l.t. y.ah.o-o.com>
Subject: Re: wiara i sens
Dnia Mon, 15 Oct 2007 16:06:45 +0200, Wladyslaw Los napisał(a):
>>> Pierwsze błędne założenie -- że człowiek (jednostka) przyjmuje daną
>>> religię lub wiarę w sposób racjonalny.
>>
>> Przecież wcale takiego założenia nie wprowadziłem! Wyraźnie napisałem:
>> "...motywacja, którą może się kierować człowiek...". A więc nie "którą się
>> kieruje", ale którą "może się kierować". Różnica ta chyba jest jasna?
>
> Błędnym założeniem jest więc, że wiarę lub religie można przyjąć w
> sposób racjonalny.
No więc dobrze, wiemy o co się spieramy.
Odwrócę problem: dlaczego wiary lub religii nie można przyjąć w sposób
racjonalny?
Na przykład przez takie rozumowanie: Nic mi nie wiadomo na temat tego, co
się dzieje ze podmiotowością człowieka po śmierci fizycznej,
czy śmierć oznacza koniec wszystkiego, czy nie itp. No dobrze, skoro tego
nie wiem i nic nie wskazuje na to, że za życia się dowiem, nauka tego nie
ustali. Jak większość ludzi boję się śmierci. Chce ten strach zredukować.
Pewna religia może mi zapewnić jakąś redukcję tego strachu, twierdząc, że
po śmierci moja podmiotowość i świadomość zostanie, w jakiś sposób,
zachowana. Przyjmę więc tą religię. Będzie mi się żyło łatwiej. Religia ta
może twierdzić rzeczy fałszywe lub prawdziwe, nie da się tego za życia
zweryfikować. Religia ta posiada pewne przesłanki uprawdopodobniające w
jakiś sposób to co twierdzi, np. mówi o objawieniach, znakach itp. Te
przesłanki też trudno zweryfikować. Ale nie mam wiele do stracenia. O ile
ta religia nie wymaga ode mnie karkołomnych i męczących zabiegów, skoro nie
jest straszliwie naiwna, przyjmę ją i będzie mi się żyło lepiej.
>> Jeszcze raz: twierdzę, że - gdyby sobie to
>> uświadomili,
>
> Oni, czyli kto? Uświadamianie sobie, zastanawianie się, to procesy
> psychiczne, jednostkowe, nie zbiorowe.
Każdy z osobna w ramach danej grupy ludzi.
>> głęboko się nad tym zastanowili (o ile byliby do takiej
>> refleksji zdolni - większość ludzi doszłaby do takiego samego wniosku, jak
>> ten zaprezentowany przeze mnie. To, że sobie tego nie uświadamiają, nie
>> zastanawiają się nad tym i tak nie postępują, nie znaczy przecież, że nie
>> mam racji.
>
> Lecz chodzi mi o to, że napisałeś:
>
> ..dla większości ludzi [...] istnienie [rozumiem, że chodzi Ci o własne
> jednostkowe istnienie] jest sprawą najważniejszą.
>
> I to jest Twoje nieuzasadnione założenie.
No przepraszam Cię bardzo... Chyba nie chcesz bronić założenia przeciwnego?
Gdybyśmy chcieli być bardzo precyzyjni, to musielibyśmy przeprowadzić
skomplikowane badania i zapytać ludzi "co dla Pana/Pani najważniejsze jest
w religii" a następnie, pomijając już dodatkowe czynniki, odpowiednio
zinterpretować wyniki.
Moje założenie, że dla większości ludzi najważniejsze, co może im
zaoferować religia jest jednostkowe istnienie po śmierci fizycznej, wydaje
się dosyć oczywiste. Zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Nie rozumiem Twoich
obiekcji przed przyjęciem tego założenia.
> A gdyby nawet tak było, że dla większości ludzi w danej społeczności
> przedłużanie własnego życia było sprawą najważniejszą (czy to w ogóle
> możliwe) to wcale z tego nie wynika, że konkretny członek tej
> społeczności kierowałby się tym w wyborze wiary lub religii.
To jest warunek absolutnie konieczny! Dlaczego? Bowiem, póki co (i wszystko
wskazuje na to, że jeszcze długo), jedynie religia, w przeciwieństwie do -
na przykład - nauki, daje pewien cień nadziei, na zachowanie (nie
przedłużanie!) życia lub podmiotowego i świadomego istnienia po śmierci
fizycznej.
>>>> Dlaczego mamy nie posługiwać się ekonomiczną kategorią użyteczności w
>>>> ocenianiu religii czy nawet filozofii? No dlaczego?
>>>
>>> Dlatego, że wiadomo, że w rzeczywistości tak nie jest.
>>> A gdyby tak było -- to wszyscy mężczyźni powinni nawracać się na Islam,
>>> gdyż on im obiecuje najszczęśliwsze życie pośmiertne. ;-)
>>>
>>> Jest ponadto pewien argument, który to wyklucza. Twoje rozumowanie
>>> przypomina zakład Pascala, i może być odrzucone z tego samego powodu, co
>>> zakład Pascala. Mianowicie zasady religijne wymagają zwykle wiary
>>> bezinteresownej. Ewentualna szczęśliwe życie wieczne ma być nagrodą z
>>> wiarę i religijność, nie celem samym w sobie. Ten kto wierzy dla
>>> nagrody, nie wierzy naprawdę i na nagrodę nie zasługuje.
>
>> Zaraz, zaraz. Ja nie piszę jak jest, ale jak, według mnie, sensownie by
>> było, gdyby było.
>
> Religioznawstwo jest nauką realną. Dotyczy faktycznych zjawisk
> społecznych. Gdybanie nie ma tu żadnej wartości.
Różnica między "gdybaniem" - jak to określiłeś a rozważaniami
filozoficznymi jest płynna.
>> Taka była przecież pierwotna myśl tego tematu. Oczywiste
>> jest, że ludzie wybierają religię nieświadomie (robią to za nich rodzice) a
>> jeśli później ją nawet zmieniają (czy w ogóle porzucają), to z różnych
>> powodów, niekoniecznie racjonalnych. Ale - znowu powtarzam - ja pisałem o
>> sensie wiary w znaczeniu racjonalnego uzasadnienia dla jej przyjęcia.
>> Uzasadnienia najbardziej użytecznego z punktu widzenia jednostki.
>>
>> Islam, zdaje się, rozwija się całkiem dobrze a coraz więcej ludzi z tzw.
>> krajów cywilizacji Zachodu przyjmuje go jako swoją religię.
>
> A Ty?
Nie o mnie tu chodzi. Rozmawiamy ogólnie.
>> Islam - zresztą - nie jest do końca
>> użyteczny. Komplikuje życie w wielu sprawach (alkohol, wieprzowina,
>> pielgrzymki itp.).
>
> Czyli widzisz, że sama obietnica szczęścia [po śmierci nie do kńca jest
> przekonująca.
Nie, ale jest warunkiem najważniejszym, koniecznym. Bez tego ani rusz :)
>> Ostatnia sprawa. Zakład Pascala nie ma tu nic do rzeczy. Jedna religia, np.
>> chrześcijaństwo-katolicyzm, może uznawać ten zakład za niewłaściwy ze
>> swojej perspektywy, ale inna, konkurencyjna, może nie mieć nic przeciwko
>> niemu. A przecież nie jest prawdą argument, który Ty zakładasz: żadna
>> religia nie zgadza się na jej przyjęcie z uwagi na oczekiwaną nagrodę,
>> traktowaną jako główny (jedyny) cel. O ile jest to prawdą w
>> chrześcijaństwie, gdzie indziej prawdą być nie musi! Ha-ha, teraz ja Cię
>> złapałem na przyjmowaniu nieuprawnionego założenia :)
>
> To n ie założenie, to stwierdzenie faktu. Nie ma, w każdym razie ja nie
> znam i sądzę, że Ty też takiej religii. Njabliższy może tego jest
> właśnie Islam, ale nawet w jego przypadku to nie działa tak jak to
> postulujesz.
> Władysław
To już trzeba by zapytać religioznawcę. Poza tym, z faktu, że taka religia
nie istnieje, nie można wyciągać wniosku, że Twoje "anty-pascalowe
założenie" musi być prawdziwe!
--
pozdrawiam,
Michwelt
(adres e-mail w polu nadawcy, bez "-")
From: "lajkonix" <lajkonix WYTNIJ.gazeta.pl>
Subject: Re: Hiperszescian 4D
smelig <smelig op.pl> napisał(a):
> > > > Użytkownik "smelig"
> >
> > Smell,
> >
> > (i) dlaczego uważasz, ze cycek czarnej dziury musi się urywać na zewntrz
> > wszechswiata, a nie w kierunku do pierwotnej osobliwosci. Może tam się
lęgnie
>
> > zalążek nowego BB z materiału zasysanego przez CD?
>
> Czarna dziura nie urywa się ani na zewnątrz ani do środka tylko w kierunku
> piątym energetycznym. W modelu 5D energia jest piątym kierunkiem
przestrzennym
> tworząc coś w rodzaju energioczasoprzestrzeni. Energia jest zależna od
> przestrzeni podobnie jak czas. Wtedy będziemy wiedzieli nie tylko gdzie i
kiedy
> coś się dzieje ale także będziemy wiedzieli CO się dzieje.
Chcesz mibrat wcisnąć, ze trzeci wymiar jest w stosunku do płaszczyzny ani
na zewnątrz ani do srodka tylko w poprzek?
>
> smelig
> http://smelig.republika.pl
>
> --
> Przeciętne umysły zwykle odrzucają to, czego nie mogą pojąć.
> - La Rochefoucauld
>
>
Lajkonix
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
From: =?iso-8859-2?q?Marek_Kru=BFel?= <filiahemo go2.pl>
Subject: Re: Butelka Kleina - zakonczenie
Dnia Fri, 26 Oct 2007 12:08:54 +0200, Logiczniak napisze:
> http://www.kleinbottle.com/bigclassicalklein.htm Powyzszy adres prowadzi
> do innego zdjecia butelki Kleina, figury 3D, ktorej w przestrzeni 3D nie
> daje sie "wykrecic" tak, aby jej szyjka wpadala do wnetrza bez
> naruszania scianek i łaczyla sie z podniesionym dniem tej butelki. Ale
> daje sie to zrobic w czasoprzestrzeni 4D.
>
> Na zdjeciu szyjka butelki wbija sie przez sciane butelki do wnetrza.
>
> Gdybysmy potrafili dzialac w czterech wymiarach, wlozylibysmy szyjke do
> srodka, nie naruszajac ani nawet nie dotykajac scianek butelki.
>
> Butelka Kleina jest 3-wymiarowa, ale pozakrecana w czasoprzestrzeni 4D
> jak wstega Moebiusa w 3D.
>
> Jak wiec wyglada? Zdjecie tej butelki, jest bardzo mylące, gdyz do
> naszych oczu plynie "dezinformacja" raczej zamiast informacji. Patrzac
> na zdjecie butelki Kleina, myslimy sobie natychmiast, ze ona TRWA Z NAMI
> W CZASIE jak zwykla butelka
> od wina, to znaczy ze wszystkie jej elementy i czesci skladowe
> WSPÓLTRWAJA Z NAMI w czasie.
>
> A to jest bład! Powazny blad naszej wyobrazni. Ponownie wrocmy do
> plaszczakow. Oni tez maja swoje butelki wina, ale plaskie, lezace na
> plaszczyznie ich plaszczackiego swiata. Jedyne mozliwe dla nich
> wyobrazenie butelki - to
> butelka leząca na plaszczyznie plaszczackiego swiata.
>
> A co by sie stalo, gdyby ktos taki model ich plaskiej butelki 2D ze
> swiata plaszczackiego POSTAWIL pionowo, prostopadle do ich
> plaszczackiego swiata? Nie widzieli by jej, mimo ze wcale nie miala by
> ona wiecej wymiarow, lecz nadal tylko dwa.
>
> Jesli na stole leza serwetki 2D, to wszystkie leza w jednej
> plaszczyznie, ale przeciez mozna wziac w palce taka plaska serwetke i
> trzymac w palcach nad stolem, w przestrzeni 3D, prostopadle lub skosnie
> do jego plaszczyzny.
>
> Wrocmy znowu do naszej Butelki Kleina, ale jeszcze jako zwykłej butelki,
> przed odsztalceniem. Wyobrazamy sobie ją w naszej przestrzeni 3D w
> calosci, tak jak ta plaska butelka wina lezaca poziomie w swiecie
> plaszczakow.
>
> I teraz trzeba tylko w wyobrazni PODNIESC te zwykla butelke PIONOWO do
> naszej przestrzeni, czyli prostopadle do niej. Niby jak, zapyta wielu?
>
> No proste. Mowilem juz przeciez, ze poszczegolne przestrzenie istnieja w
> czasoprzestrzeni ulamki sekund. One nie wspolistnieja (NIE WSPÓŁTRWAJĄ)
> z nami stale, jak przedmioty naszego swiata.
>
> Wiec jak wyglada BK? Jej dno, kilkumilimetrowej grubosci w 3D, teraz po
> postawieniu
> prostopadle do naszej przestrzeni 3D, juz nie ma zadnych milimetrow
> grubosci, lecz zamiast grubosci metrycznej ma grubosc CZASOWĄ wynoszacą
> czesc sekundy, no moze dla lepszego wyobrazenia mozemy nieco
> znieksztalcimy skale czasu i powiedzmy, ze DNO Butelki Kleina TRWA 1
> sekunde, potem poszczegolne przekroje tej butelki "w czasie", obrecze,
> trwajace po kilka sekund.....
>
> Lejek Butelki Kleina jest wiec w czasie przesuniety znacznie do
> przyszlosci i NIE MA GO wtedy, gdy jest DNO. Lejek dopiero zaistnieje,
> zreszta cala ta butelka istnieje fazami, kolejno, w czasie: dno,
> przekroje pierscieniowe - obrecze wchodzace w sklad wlasciwej butelki,
> potem mniejsze obrecze wchodzace w sklad szyjki butelki.
>
> Lekej tej butelki naciagamy w czasie mocno "ku przyszlosci", zakrecamy
> go sprytnie w czasoprzestrzeni Z PRZYSZLOSCI KU PRZESZLOSCI (ale w
> innych przestrzeniach) i wpada do wnetrza przestrzeni butelki nie
> naruszajac zadnej scianki, gdyz wpadajacy do wnetrza przekroj szyjki
> jest wezszy przekroju samej butelki.
>
> Jak wszedl? No po prostu skrecil w czasie i wszedl "do srodka" poprzez
> wolne miejsce w czasoprzestrzeni, gdyz w tym miejscu, to znaczy MIEJSCU
> I CZASIE nie bylo zadnych scianek!!!!!
>
> Przeciez to takie proste!!!!!!!! To dziecinnie proste dla umyslow
> wyksztalconych topologicznie. Nawet nie potrzeba wyksztalciucha, zeby to
> zobaczyc. Hej tam, Marek Krużel, widzisz to juz??
>
> Logiczniak
skręcanie w czaso-wymiarze/ach jakoś mnie odrzuca...