From: rs <no.address no.spam.pl>
Subject: jak o 23 WFF to i o 45 NYFF ...
.... bo jakis balans w przyrodzie musi być zachowany.
Dodam tylko, ze to już 45 edycja NYFF. Jak zwykle 25 filmów, spośród
których nie wyłania się laureata. Wyróżnieniem jest jedynie
umieszczenie filmu w jednym z trzech punktów programu: Otwarcie,
Zakończenie i Projekcja Centralna. Pokazy odbywają się zazwyczaj w
dwóch salach w manhattańskim Lincoln Center. W tym roku, ze względu na
zakrojoną na ogromną skalę przebudowę, wszystkie filmy z wyjątkiem
otwarcia i zakończenia prezentowane były w Rose Theater, jednej z nie
wiem ilu sal kinowych w kompleksie Warner Center tzw. Warner Towers.
"Darjeeling Limited"
Wes Anderson.
USA 2007
Otwarcie Festiwalu
Anderson przyzwyczaił nas już, że opowiada historie, które zaskakują
nie wielkimi zwrotami akcji, ale drobnymi, przypadkowymi sytuacjami,
które często jednak potrafią zmienić losy historii - a co dopiero
pojedynczego człowieka czy małej grupy ludzi.
Trzech braci (O.Willson, Brody, Schwatzman), na życzenie Wilsona
(najstarszego z braci) wyrusza w tzw. duchową podróż swojego życia,
której ubocznym skutkiem ma być również odszukanie ich matki (A.
Huston), z którą mieli się spotkać rok wcześniej na pogrzebie ojca.
Jako środek podróży wybierają pociąg, tytułowy Darjeeling Limited - i
w nim też dzieje się spora część opowieści.
Każdy kolejny film Andersona jest dziwniejszy od poprzedniego, a w
pewien sposób łatwiej zaakceptować surrealistyczne wizje autora. Każdy
z braci reaguje inaczej na to w czym się znalazł, żaden z nich nie
wierzy do końca dwom pozostałym. Wilson, który wymyślił tę podróż,
wydaje się najmniej zorganizowany, niemniej w jego ręku (i w rękach
jego pomocnika Brandona, operatora drukarki i maszyny do laminowania
dokumentów) leży sprawne przeprowadzenie podróży. Wszystko o tej
podróży można powiedzieć, ale nie to, ze jest ona sprawnie
zorganizowana. Że w ogóle jest zorganizowana. To co miało być drogą
duchowej przemiany, okazało się zlepkiem przypadkowych zdarzeń, które
w podsumowaniu zmieniły bohaterów.
Przepiękne Indie, przepiękni ludzie, przepiękny film
Polecam obejrzeć również short Andersona "Hotel Chevalier", bynajmniej
nie dla rozebranej N. Portman, ale dlatego, ze są w DL pewne odwołania
do tego shortu.
"4 months, 3 weeks and 2 days"
Christian mungiu
Rumunia 2007
Lata 80te. Rumunia. Galopujący komunizm tzw. Złotego Okresu
Ceaucesku. Aborcja była prawnie zakazana (cos jak po 30 latach w kraju
do niedawna znanym pod nazwa Kaczostanu), a kary za jej
przeprowadzanie surowe. Jednak ludzie to mało świadome swojego ciała
zwierzęta i popadali w konflikt z prawem (jakiekolwiek ono nie było) i
z samymi sobą.
Film opowiada o dwóch studentkach, z których jedna jest w tej
kłopotliwej sytuacji, ze decyduje się na aborcje. W przeprowadzeniu i
zorganizowaniu miejsca na zabieg pomaga jej koleżanka. Od samego
początku nic się nie klei. Za mało pieniędzy, nie taki lekarz, nie ten
hotel. Jednak film nie przypomina typowo polskiego, określił bym,
rozdrapywacza ran moralnych. Pokazuje sytuacje jak była, widz może się
jednak domyślać, co mogło się stać, gdyby cos poszło inaczej niż to co
pokazano na ekranie.
Genialnie zagrane wszystkie role, aż do momentu, ze chce się własnymi
rękoma udusić każdą z oglądanych postaci. Trochę raziła mnie bardzo
krotka głębia ostrości. Użycie takiego zabiegu reżyser tłumaczył
kręceniem w sceneriach miasta, które nie pasowałyby do stylizacji z
tamtych lat. Zabieg skuteczny, tyle, ze w niektórych scenach czułem
się jak na morzu w czasie sztormu. Ale o tym już pisałem.
"No Country for Old Men"
Bracia Cohen
USA 2007
Właściwa akcja filmu zaczyna się od tego, ze główny bohater (Josh
Brolin) znajduje na pustyni kilka opuszczonych samochodów i ciała
zabitych pasażerów. Sceneria wygląda na porachunki gangsterskie. Tylko
jeden wykazuje jeszcze oznaki życia Bohater znajduje tez pokaźny
ładunek jakiegoś białego proszku, którym nie jest zainteresowany - i
walizkę pełną pieniędzy. Po powrocie do domu dręczą go wyrzuty
sumienia, każą mu wrócić na to miejsce, aby uratować tego pozostałego
przy życiu. No i trochę głupio robi. Do akcji wkracza Javier Bardem, w
dziwacznej peruce i pistoletem do zabijania trzody oraz parę innych
postaci, w których na uwagę zasługuje Harrelson i jak zwykle smakowity
Lee Jones.
Film oparty na książce Cormaca McCarthy'ego, mimo zmienionego
zakończenia oddaje w pełni mroczny i duszny klimat, sytuacji w jakiej
znalazł się główny bohater, a psychopatyczny Bardem dopełnia obrazu.
Dobre tempo. Piękne zdjęcia i montaż i intrygująca ścieżka dźwiękowa.
Świetny Bardem i Brolin.
Bardem zapytany jak się przygotowywał do roli, stwierdził, ze w ogóle
nie wiedział, co od niego chcą i co ma robić, tym bardziej ze założyli
mu te okropna perukę i kazali grac. Wyszło świetnie, co w sarkastyczny
sposób komentował przy każdym dojściu do głosu Brolin.
"The Axe in the Attic"
Ed Pincus, Lucia Small
USA 2007
Dokument
Przytłoczeni relacjami telewizyjnymi ze spustoszeń jakich dokonały
huragany Rita i Katerina oraz pomniejsze chaotycznej akcji ratunkowej,
Ed i Lucia postanowili dokumentować to, co pokazuje telewizja. Później
postanowili przyjrzeć się jak potoczyły się losy ludzi, którzy zostali
zmuszeni do bycia uchodźcami we własnym kraju.
MZ jest to zwyczajny exploit emocji ludzi, znajdujących w krytycznej
sytuacji by zadość uczynić własnemu ego i usprawiedliwić
nieskuteczność pomocy. O ile jestem świadom, że nawet zaprawieni w
boju strażacy, policjanci i wojskowi mogą się rozkleić pod wpływem
akumulacji pewnych emocji, to każdorazowe wyczekiwanie kamery i potem
najazd na szkliste oczy i te pierwsza łzę, jest przykładem zupełnie
niefachowego, podejścia autorów do tematu i braku szacunku do
rozmówców i widzów. Rozmowa z pijanymi, którzy nie maja do
zaoferowania nic poza przeklinaniem Busha i FEMA jest kolejnym
pójściem na łatwiznę.
Twórcy może chcieli i dobrze, chcieli cos zrobić, ale film nie ma ani
pointy, żadnego przesłania, informacje o akcji ratowniczej i
przesiedleńczej znane są już z innych źródeł. Nie wiem, po co ten film
teraz i doprawdy nie wiem jakim cudem ten film znalazł się na
festiwalu o takiej randze. Zamiast tego filmu polecam obejrzeć
genialny "When the Levees Broke" Spike'a Lee.
"Before The Devil Knows You're Dead"
Sidney Lumet
USA - 2007
Dwaj zupełnie charakterologicznie różni braci (E.Hawke i P.S.Hoffman),
są w poważnych tarapatach finansowych. Starszy, bardziej operatywny
Hoffman proponuje dokonanie z pozoru banalnie prostego skoku na sklep
jubilerski, prowadzony przez rodziców dwóch braci. Rozkład sklepu jest
znany. Wiadomo co jest do skradzenia. Sklepem będzie się zajmować się
wtedy starsza pani. Rodzice kasują ubezpieczenie. Bracia sprzedają
świecidełka Nikt nie jest stratny. Tylko, ze nic nie wychodzi tak, jak
zostało przewidziane. Prosta akcja zamienia się w lawinę pomyłek i
przypadków, w której przegranymi są praktycznie wszyscy. I tak
naprawdę nikogo do końca nie żal.
Popisowe role dwóch głównych aktorów. Na okrasę można dodać nadal
bardzo apetyczna Marisę Tormei, która obdzielała swymi wdziękami
obydwu braci.
Film zaczyna się powolnie, trochę nawet nudnawo. Po pewnym czasie
również dzięki specyficznemu montażowi i nieliniowej akcji nabiera
takiego tempa, ze widz nie nadąża z obgryzaniem paznokci. W sumie
świetne kino i Lumet w szczytowej formie. Jedyny zarzut jaki mam do
Lumeta to zakończenie, w którym historia przybiera charakter już
zanadto posunięty w grecką tragedie. Trochę za dużo. Niepotrzebnie.
Sądziłem, ze to może być już ostatni film Lumeta, ale przy swoich 83
latach ten pan jest bardziej energiczny niż reszta zaproszonych na
spotkanie z widzami grupy gości, w której skład wchodzili główni
aktorzy i producenci, wszyscy o ponad połowę od niego młodsi. Lumet
przerywał co chwila tym, którzy właśnie mówili, dodając opowieści z
planu i swoje dywagacje. Czasami związane z tematem przerwanej
wypowiedzi, czasami nie do końca Widać było ogromna pasje w tym co
mówił i duże poczucie humoru.
"The Bell and the Butterfly"
Julian Schnabel
Francja 2007
Jean Dominique Bauby był edytorem paryskiego wydania ELLE i prowadził
bujne życie wśród paryskiej elity kulturalnej i towarzyskiej. W wieku
43 lat, podczas przejażdżki swoim nowo zakupionym Jaguarem dostał
wylewu, który sparaliżował jego cale ciało z wyjątkiem powieki lewego
oka. Mimo najlepszej możliwie opieki w takim stanie pozostał. Zawsze
energiczny, nawet w czasie pobytu w szpitalu nie pozostał bezczynny.
Postanowił napisać książkę, przekazując swoje myśli mrugając i tym
sposobem wybierając litery alfabetu, odczytywane przez osobę je
spisującą.
Czy można wyobrazić sobie nudniejszy temat na film? Dość trudno.
Jednak od samego początku film ogląda się jak wartki dramat rodzinny,
czasami nawet komedie. Nadużywany w innych filmach glos z offu tutaj
akurat nie razi, bo ktoś przecież musi opowiedzieć, co autor miał na
myśli, widząc np. rozprawiających o jego stanie lekarzy lub komentując
co seksowniej ubrane pielęgniarki.
O samym żmudnym procesie "pisania" książki wiele nie ma, jest pokazany
i wytłumaczony proces jakiego się Bauby musiał nauczyć, oraz jaka
benedyktyńską cierpliwością musiała się wykazać osoba mówiąca litery i
spisująca je w słowa.
Bauby zmarł w 10 dni po ukazaniu się książki, która natychmiast stała
się wielkim sukcesem wydawniczym.
Główna rola świetnie uformowana, bo o graniu, z paroma wyjątkami, nie
może być raczej tutaj mowy, przez Mathieu Amalric - a pokazujący się
epizodycznie Max von Sydow jest jak stare dobre wino. Wspaniałego
efektu dopełniają wysmakowane zdjęcia J. Kamińskiego.
Schnabel jest wysokiej wrażliwości humanistą, potrafiącym widzieć
daleko poza horyzont przeciętnego człowieka. Pan w średnim wieku, w
swej twórczości zainteresowany głównie środowiskiem artystycznym. Aż
dziw bierze, ze jego wygląd zewnętrzny pozostaje w zupełnym kontraście
z tak wrażliwą i delikatną natura. Ale tacy tez są właśnie prawdziwi
artyści.
"Go Go Tales"
Abel Ferrara
USA - 2007
W. Dafoe jest zbankrutowanym właścicielem klubu GoGo, w którym
zatrudnia tych, którzy mają aspiracje być trochę wyższej klasy
artystami niż tylko panny tańczące na rurze czy ochroniarze. Zalega z
płatnościami, ale stawia wszystko na jedna kartę i za ostatnie
pieniądze kupuje ogromną ilość losów na nowojorskiego totolotka.
Film Ferrery jest utrzymany w klimacie komiczno-fantstycznym, z jakby
odwróconymi do rzeczywistości charakterami niektórych bohaterów i
przerysowanymi innymi. Sam pomysł niezły, Dafoe jak prawie zawsze
robi wrażenie. Drugoplanowe postaci również ciekawe i kolorowe jak
cyrkowa menażeria - łącznie z Asią Argento uznaną za "the scariest,
sexiest girl in the world". Jednak mimo wszystko film wygląda jakby
sklecony na kolanie. Luki w montażu, kontynuacji ujęć Ogląda się to
momentami nawet i przyjemnie, ale nie do oglądania takich filmów
przyzwyczaił mnie ten festiwal.
Niedostatek po obejrzeniu filmu zrekompensował w pewien sposób wjazd
na scenę chyba polowy olbrzymiej ekipy aktorskiej, która chyba
zapomniała, ze plan filmu się skończył i trzeba wyjść ze swych
postaci. Dość zabawny występ, choć miałem wrażenie, ze Dafoe czuł się
jakby zażenowany, że w tym czymś uczestniczył.
"I Just Din't do It"
Masayaki Suo
Japonia 2007
Zatłoczone metro japońskich trakcji jest dość dziwnym miejscem
szczególnie dla przybysza z zachodu, niemniej tamtejsi pracownicy
starają się utrzymać porządek i egzekwować prawo. Tak właśnie się
stało, kiedy nastoletnia uczennica oskarżyła głównego bohatera filmu
(Ryo Kase, znanego już z "Letters From Iwo Jima") o tzw. groping,
czyli obmacywanie, którego miał się dopuścić korzystając z tłoku. Jest
to proceder nagminny i często przymyka się na to oko. Często obydwie
strony potrafią się ułożyć. W innych okolicznościach podejrzany (czy
zrobił to czy nie) przyznaje się do winy, płaci niewielka grzywnę i po
paru dniach jest wolny. Takie rozwiązanie odrzucił jednak główny
bohater, wychodząc z założenia, ze skoro nie popełnił przestępstwa,
nie powinien ponieść kary.
Chyba największą siłą tego surowego w formie filmu, jest to, ze
reżyser potrafił stworzyć atmosferę, jakby przestępstwem chłopaka było
co najmniej seryjne zabójstwo, a karą śmierć lub dożywotni wyrok. Film
ogląda się jak dramaty sadowe amerykańskich mistrzów z okresu
świetności tego gatunku. Niektórzy opisując go wspominają o
Hitchcock'u reżyserującym Kafkę.
Oprócz dramatu i bezradności prawdopodobnie niewinnego chłopaka, film
pokazuje również ułomność japońskiego systemu wymiaru sprawiedliwości
i nieskuteczność procedur sadowych. Jak wspominał reżyser, proces
zmian już się rozpoczął, i mimo, że wielu przypisuje po części właśnie
jemu te zmiany, on mówi, ze pomimo, ze zbieranie materiału do filmu
trwało około dziesięciu lat, to sam film powstał już po decyzjach,
które maja zbliżyć japoński system sadownictwa w pozwach cywilnych do
tego jaki jest np. w USA.
"Margot at the Wedding"
Noah Baumbach
USA - 2007
Kolejna po "Squid and the Whale" zakręcona opowieść o bliskich sobie
ludziach, którzy nie potrafią się ze sobą porozumieć i dogadać. Tym
razem rodzina jest wytworem wyłącznie wyobraźni reżysera i
scenarzysty. Bardzo dziwne postacie i dość odważne decyzje w
obsadzeniu postaci. Kidman jako matka nastoletniego chłopaka, który
usilnie próbuje znaleźć z nią kontakt. J. Black i J.J. Leight jako
zupełnie nie pasujące charakterologicznie do siebie małżeństwo. Film
zdecydowanie dla dorosłych, mimo ze część konfliktów widzianych jest z
punktu widzenia dzieci. Może właśnie tym bardziej.
Zadziwiające jest, jak świetnie sprawdziła się w tej roli Kidman. Nie
przepadam za tą aktorką, a jej jedyna godna uwagi role widziałem dawno
temu w "To Die For". Co jeszcze dziwniejsze, w ostatnich produkcjach
jak "Invasion", "Fur", "Birth" wygląda zupełnie, przyziemnie, nie
przymierzając jak człowiek. Nie można tego powiedzieć o jej wyglądzie
na żywo - na Q&A wyglądała jak istota z innej planety, cos jak gwiazda
ekranu co się zowie i jak na nią przystało zachowuje się mówi. To
jakby odwrócenie tego co zwykle się myśli o celebrities. Leight była
natomiast dokładnie taka sama jak w filmie. Ten sam sposób bardzo
oszczędnego mówienia, bez zbędnych gestów i emocji. Być może zbyt
długo przebywała pod wpływem powstającego w jej domu scenariusza do
tego filmu. Baumbach jak zwykle elokwentny (nie na darmo uznawany już
za następcę Woody Allena) i rzeczowo odpowiadający na pytania widzów,
to jednak Zane Pais (grajacy syna Kidman) najbardziej ujął mnie swoimi
wypowiedziami. Bystry dzieciak. Warto śledzić, co z niego wyrośnie.
"Paranoid Park"
Gus Van Sant
USA - 2007
Młody chłopak próbuje znaleźć swoje miejsce w życiu, rozsypanej
rodzinie, szkole. Nic nowego pod słońcem. Było już setki takich
filmów, tyle ze w jego wypadku jedynym wyjściem wydaje się jeździć na
desce, na placu dla wyczynowych deskarzy Paranoid Park, który jest
również miejscem spotkań innych znacznie bardziej undergroudowych
typów. Wszystko ma się dobrze, chłopak się uczy jeździć, aż do
momentu, kiedy głupi traf zmienia wszystko.
Nie przepadam specjalnie za tym reżyserem, co jednak nie znaczy, ze
nie doceniam tego w jakim kierunku poszła ostatnio jego reżyserska
kariera. Powolne i w specyficzny sposób wystylizowane zdjęcia są już
cecha dobrze rozpoznawalną. Film promowany jest jako film o kulturze
deskarzy, co moim zdaniem jest nadużyciem, bo historię można by
umieszczona w dowolnym środowisku.
Dzieciaki w każdym razie grały wspaniale i rozwiązania sytuacji w
drugiej części filmu pozostawiają spory materiał do przemyśleń po
wyjściu z kina.
Gus Van Sant to chyba najskromniejsza gwiazda jaka udało mi się
słyszeć i widzieć (no może poza R. DeNiro). Wręcz nieśmiały i bardzo
oszczędny w wypowiedziach.
"Redacted"
Brian De Palma
USA - 2007
Historia przypadkowo zebranych młodych facetów, którzy jako żołnierze
amerykańscy wyładowali w Iraku. Dwóch z nich ma zamiar filmować
wszystko to co się wokoło nich wydarza. Początkowo ich pobyt wygląda
na piknik, ale sprawy przybierają znacznie bardziej dramatyczny obrót,
a później wymykają się zupełnie spod kontroli, kiedy to dwóch
znudzonych sytuacja stara się urozmaicić swój pobyt gwałcąc dziewczynę
w jednym z pobliskich domów.
Film jest fikcyjną adaptacja autentycznych wydarzeń, których echa
obiegły światowe media pod koniec zeszłego roku. Zamierzeniem De Palmy
było pokazanie beznadziejności, pełnej bezproduktywności, znudzenia,
rozkładu moralnego jednostek armii amerykańskiej przebywającej w Iraku
- i pokazanie, do czego to może prowadzić. Chciał również zwrócić
uwagę jaka role w pokazywaniu rzeczywistości pełnią media, dlatego tez
hasłem reklamowym filmu jest "Prawda jest pierwszą ofiarą wojny".
Takie zdanie pada też już w pierwszej scenie filmu, dając widzowi do
zrozumienia przez jaki pryzmat powinien oglądać to co się wydarzy na
ekranie.
Film bardzo surowy w środkach i stylistyce dokumentu z paroma
drastycznymi scenami. Poprawnie zagrany przez prawie amatorów. Pewnie
takie było zamierzenie reżysera i doceniam odwagę, za takie ujecie
tematu, ale jak dla mnie historia była pokazana zbyt "kawa na ławę",
zbyt mało subtelnie. Co prawda konkluzje wyciągnięte w ostatnich
scenach uzasadniają niby taki zabieg, ale takie właśnie miałem
odczycie w czasie oglądania.
De Palma wyglądał jak by sam był weteranem nie jednej z wojen. Potężny
starszawy pan, jednak pełen energii i widać było, ze nie z jednego
pieca chleb jadł i gotów jest odpowiedzieć na każde, nawet
kontrowersyjne pytanie, co tez czynił w przemyślany i rzeczowy sposób,
starannie dobierając słowa
"Secret Sunshine"
Lee Chang Dong
Południowa Korea - 2006
Młoda matka dziesięcioletniego chłopca traci męża. Postanawia
przeprowadzić się do miasteczka, w którym jej mąż się urodził i
wychował Planuje utrzymywać siebie i syna ucząc dzieci gry na
pianinie. Pomaga jej we wszystkim lokalny mechanik samochodowy, który
najwyraźniej zakochał się w pani z wielkiego miasta od pierwszego
wejrzenia. Chcąc być towarzysko atrakcyjna, główna bohaterka opowiada
na prawo i lewo, że chce kupić posiadłość, mimo, że nie ma na to
wystarczających funduszy. Kiedy widać, ze społeczność miasteczka
akceptuje nowo przybyłą, jej syn zostaje porwany dla okupu. Sprawy
przybierają nieoczekiwany dla wszystkich obrót.
Chang Dong Lee to jeden z najbardziej utalentowanych obecnie reżyserów
południowokoreańskich. Od ponad dekady, filmami takimi jak "Green
Fish", "Peppermint Candy", a szczególnie fenomenalnym "Oasis",
przyzwyczaił nas, ze jego filmy to kawał świetnego kina obyczajowego,
poruszającego się po niewygodnych, wręcz objętych tabu terytoriach.
Podobnie i w "Secret Sunshine" głównym tematem jest kontrowersyjny
temat sztuczności z jaką wyznają i propagują swoja wiarę koreańscy
chrześcijanie, jednak film nie skupia się tylko na tym pokazując tez,
ze z drugiej strony bezkrytyczne oddanie się kultowi może przywrócić
utracony balans psychiczny - i jakie mogą być tego skutki.
Glowna role gra znana już ze wspanialej roli w "Oasis" Jeon Do Yeon,
która za tę role dostała w Cannes nagrodę za najlepszą role żeńską. I
zasłużenie, chociaż nie jest to rola kalibru tej z "Oasis"
Film bardzo odważny, szczególnie jak na warunki koreańskie. Mimo, ze
ogląda się go jak na szpilkach, to brakowali mi konkluzji, jakiegoś
zapięcia, może zdeklarowania się reżysera po jednej lub drugiej
stronie, tym bardziej kiedy zakończenie, jeśli przywołać w pamięci
tytuł filmu, może być tak wieloznaczne.
"Persepolis"
Marjane Satrapi i Vincent Parannaud
Francja 2007
Animacja
Zamkniecie Festiwalu
Jest to prawdziwa historia kilku etapów życia Marjane Satrapi.
Urodzona w Iranie, od wczesnych lat niepokorna, początkowo
zafascynowana Bruce Lee, potem kieruje swe zainteresowania w kierunku
agresywnej muzyki zachodniej. Przezywa błogie chwile w dostatnio
żyjącej i kochającej rodzinie, aż do momentu kiedy sytuacje w kraju
zmienia diametralnie rewolucja islamskia. Próbuje się jakoś dostosować
do nowych realiów i podrzędnej roli kobiety, jaka nałożyło na nią nowe
prawo islamskie, ale rodzice widząc, ze może wpakować się w niezłe
tarapaty wysyłają ja do znajomej do Wiednia. Tam szybko niechciana
wysłana zostaje do sióstr zakonnych. Potem zaczyna szukać miejsca to w
Iranie, to w Europie gdzie ani tu, ani tam nie czuje się już jak w
domu.
Film powstał na podstawie komiksu Marjane Satrapi, utrzymując ten sam
styl i opowiadając te sama historie. Choć oszczędny w formie,
przepięknie rysowany z wieloma niecodziennymi zabiegami formalnymi.
Pomimo, ze opowiada o bardzo nieciekawych czasach z najnowszej
historii Iranu, autorka nie popada w dramatyzm i film ma bardziej
groteskowy charakter niż opowieść o losach dziewczyny, której życie
wisiało na włosku niemal każdego dnia. Często prześmieszny i
autoironiczny, jednak cały czas skoncentrowany na pokazaniu bezsensu
ortodoksyjnego sposobu myślenia.
Głosów dwom głównym postaciom użyczyły C. Deneuve oraz jest
autentyczna córka Ch. Mastroianni.
Pomimo paru niezapomnianych chwil związanych z oglądanymi filmami jak
i poza filmowymi, musze ten festiwal uznać za jeden z najsłabszych z
już ponad dziesięciu, w których udało mi sie uczestniczyć. Dobór
filmów był niekiedy przypadkowy i poziom niektórych zostawiał sporo
do życzenia. Być może związane to było z tymczasowa przeprowadzka do
wnętrz Warner Center i chaosem nią spowodowanym; komisja selekcyjna
nie stanęła na wysokości zadania. Być może zawiniły osoby dokonujące
preselekcji. Zwykle komisja główna ma pulę ok. 4.000 filmów, która w
tym roku była zmniejszona do polowy. Nie sadze, tez by stan
tegorocznego szeroko rozumianego kina amerykańskiego i światowego był
jakoś specjalnie różny od lat poprzednich, o czym świadczyć mogą
premiery choćby paru świetnych filmów, które weszły do amerykańskich
kin w czasie trwania festiwalu. <rs>
From: Oiolosse <useGoogle luc.pl>
Subject: Re: niepoprawnie politycznie filmy
Moon pisze:
> a chodzi mi o takie, w których tzw. III Świat przedstawiony jest tak,
> jakim rzeczywiście jest - środowiskiem wrogim białym ludziom i szczerze
> nienawidzącym NAS.
Tzn? Gdzie tak jest?
Oio
From: "Neko" <miglce _bez_spamu_wp.pl>
Subject: Re: Co wlaczacie jak wam jest zle ?
Użytkownik "Quentin" <quentin esperal.net> napisał
> Skończyłeś jak Janek Serce? :)
Przypomnij mi jak on skonczył. :)
Neko
From: "Hubert M. Staniszewski" <haes82 o2.pl>
Subject: Re: THREADS
Użytkownik "numbers" <numbers op.pl> napisał w wiadomości
news:1190968703.916955.165370 d55g2000hsg.googlegroups.com...
> Witam,
> koledzy na pl.misc.militaria poruszyli temat filmow mowiacych o
> ewentualnej wojnie nuklearnej i jej mozliwych konsekwencjach. Padly
> tytuly znane, jak The Day After, Dr Strangelove, czy Ostatni Brzeg,
> ale rowniez takie o ktorych nigdy nie slyszalem, jak The War Game,
> Testament czy wlasnie Threads.
> Cos mnie podkusilo, zeby obejrzec Threads.
> Jest to zdecydowanie najstraszniejszy film, jaki widzialem w zyciu, po
> prostu koszmar. Mimo to uwazam, ze kazdy powinien go zobaczyc,
> szczegolnie mlode pokolenie nie pamietajace wyscigu zbrojen i Zimnej
> Wojny. Zyjemy w czasach zludnego pokoju i bezpieczenstwa, a powinnismy
> pamietac, ze tak dlugo jak istnieje ta bron, Czlowiek otrzymuje czas
> na kredyt - jak to nazywal A.Clarke.
> Chcacych obejrzec film ostrzegam, ze jest drastyczny i strasznie
> przygnebiajacy.
> Dobry artykul nt. filmu : http://ukcoldwar.simplenet.com/threads/main/
> pozdrawiam,
> numbers
>
Rzuciłbyś może info skąd masz ten film, bo ja na niego poluję od pewnego
czasu.
From: "Quentin" <quentin esperal.net>
Subject: Re: Zmęczyłam 300
Użytkownik "aga.p" <critique poczta.onet.pl> napisała:
> Etam:) Dobry film jest dobry nawet na ekranie i-Poda:)
Amen :)
Q
From: kalina <erkalina no_spam.gazeta.pl>
Subject: Re: [obejrzane] Catch 22
Dnia Fri, 02 Nov 2007 01:06:41 +0100, Arkadiusz Dymek napisał(a):
>> ale co mi spokoju nie daje ilekroc film o wojnie ogladam - podczas gdy w
>> polskich produkcjach wszyscy walcza i gina za Ojczyzne (tu nie ma zadnej
>> ironi, zeby nie bylo) to w amerykanskich produkcjach, walcza i gina ale caly
>> czas komentuja jaki to bezsens ta cala wojna, zauwazyl ktos to?
>> czy az tak bardzo sie roznimy, w sensie narody od siebie, czy tylko sa to
>
> Jak dla mnie podstawowa różnica, od razu ustawiająca całą resztę, jest
> taka, że polscy bohaterowie zazwyczaj biorą udział w wojnach, których
> związek z ojczyzną jest bezpośredni[..]
było, minęło...
--
kalina
From: "Marcin Narzynski" <narzynka.usun tez_usun.onet.pl>
Subject: Re: Cyfrowe projektory kinowe
>>Pamiętam, że czytałem, że Zemsta Sithów była nagrywana w rozdzielczości
>>3000x2000.
>
> Sprawdźmy więc u źródła:
> http://www.starwars.com/episode-iii/bts/production/news20030407.html
>
> "The second-generation HDC-F950 captures uncompressed images at a
> resolution of 1920 x 1080 in 4:4:4 RGB"
Wygrałeś. W takim razie tragedii nie ma. Pytanie tylko - po co taki sam
standard w domu (amatorzy) i w kinie (zawodowcy)? Producentowi wygodnie
wyprodukować jedną wersję cyfrową - tnie koszty. Szkoda, że wmawia się
klientom, że ta "nowoczesna technologia" jest droższa i lepsza od starej. A
tak swoją drogą - kino coraz mniej różni się od "kina domowego". Czy
przemysł filmowy nie zabrnie w ślepą uliczkę?
MN
From: "Monty" <fvkref tnmrgn.cy>
Subject: Kilka kolejnych sztuk...
"Lonely Hearts"
Całkiem wciągający obraz, ma kilka wad scenariuszowych, ale ogląda się
przyjemnie chociażby ze względu na aktorstwo. Najlepiej wypadł zadziwiający
mnie z filmu na film Jared Leto (który chyba w każdej roli wygląda inaczej) i
świetna Salma Hayek, ale też Gandolfini i inni mu nie ustępują. Najsłabszym
punktem oczywiście Travolta operujący trzema minami na przemian (ale to i tak
dobrze bo zazwyczaj operuje jedną), ale tym razem w ogóle to nie przeszkadza.
"Premontion"
Trochę chaotyczny trhriller, zwłaszcza w końcówce wyjaśnienie i przedstawienie
samej zagadki pozostawia wiele do życzenia, ale ogólnie stracony czas to nie
jest i można się pokusić o obejrzenie. Nawet Sandra Bullock ujdzie, co jej się
imho rzadko zdarza ;)
"Perfume - The Story of Murderer"
Jestem zachwycony. Nie mogę tego filmu porównać do żadnego innego tytułu bo
nic mi do głowy nie przychodzi. Bardzo wciągający (żeby nie powiedzieć
hipnotyzujący), zrealizowany z dbałością o szczegóły obraz dopracowany na
ostatni guzik. Zdjęcia, muzyka, scenografia, aktorstwo - wszystko na
najwyższym poziomie, ale i tak najważniejsza jest oryginalna i niecodzienna
fabuła. Polecam.
"Mr. Brooks"
Przyznam, że liczyłem na coś więcej. Aktorsko i realizacyjnie bez zarzutu,
jednak moim zdaniem filmowi brakowało czegoś, co by sprawiło, że widz
odczuwałby jakieś emocje na seansie i zapamiętał tą historie, lub któryś z
elementów filmu, na dłużej. Może to dlatego, ze po prostu nie było bohatera, z
którym choćby trochę można było się zidentyfikować.
"Shooter"
Całkiem solidny film sensacyjny. Może nic, czego byśmy już nie widzieli, może
napięcia mogłoby być ciut więcej, ale ogląda się całkiem przyjemnie, a ilość
głupot nagromadzonych w scenariuszu spokojnie do przełknięcia ;)
"The Bourne Supremacy"
Druga część filmu o Jasonie Bourne tak jak się spodziewałem, podobała mi się
tak samo jak pierwsza. Lubię tego typu kino. Napięcie, fajni bohaterowie,
dobre aktorstwo i na deser wymiatająca scena pościgu w Moskwie, zdaje się.
Jeszcze jedna część do obejrzenia...
"United States of Leland"
Film po którym nie spodziewałem się nic, bo trafiłem na niego zupełnie
przypadkowo, a zrobił na mnie spore wrażenie. Świetnie pomyślany, zrealizowany
i napisany obraz dający wiele do myślenia. Polecam.
"The Weatcher Man"
Po filmie jak ten nasuwa mi się tylko jedno pytanie - czy Nicolas Cage nie
może grać tylko takich ról i musi (ostatnio coraz częściej) grać w tych
wszystkich szmirach? Wielkie pozytywne zaskoczenie. Generalnie cały film
sprawia wrażenie bardzo chłodnego, świeżego, jeden z tych nielicznych
przypadków, kiedy w filmie czuć taką "studyjną czystość" jak to niedawno ktoś
napisał o innym tytule na grupie, ale w tym przypadku jest to tylko zaleta.
Poza tym jeden z nielicznych filmów, który w zasadzie jest raczej smutny i
skłania do myślenia, ale jednocześnie kilka razy naprawdę można wybuchnąć
śmiechem na dłużej, głownie z powodu dialogów. No i ten Cage i równie
rewelacyjny Michael Caine, który w ostatniej scenie jest wprost genialny. I
muzyka Hansa Zimmera. Gorąco polecam.
"28 weeks later"
Jedynką byłem zachwycony, dwójka moim zdaniem tylko mini-minimalnie jej
ustępuje. Jak dla mnie jeden z najlepszych sequeli, jakie kiedykolwiek
widziałem. Nie sądzę, żeby ktoś, komu jedynka się podobała, dwójką był
rozczarowany.
"The Number 23"
Kiedyś Joel Schumacher kręcił dobre, pełnie napięcia filmy. Niestety chyba
zapomniał , jak to się robi. "Number 23" jakoś specjalnie zły nie jest, po
prostu takie... głupoty. Na końcu robi się ciekawiej, ale niestety zamiast
zakończyć film w bardzo fajny sposób, twórcy silą się na happy end i poprawne
moralnie zakończenie nie ratuje filmu. Jim Carrey całkiem dobry, ale wolę go w
dramatach lub komediach.
"The Sopranos" [seria 6 - ostatnia]
Fanem całego serialu byłem od dawna, ale to, co się dzieje w szóstej serii...
Nie wiem czy to dlatego, że oglądałem ją jako jedyną jednym ciągiem, czy przez
telewizyjne tłumaczenie którego musiałem słuchać w poprzednich seriach, a może
doskonały dźwięk jaki miałem w mojej wersji, czy to ta seria po prostu jest
taka dobra, ale byłem zachwycony i nie mogłem się oderwać. Coś genialnego,
zarówno pod względem scenariusza jak i aktorstwa, a zakończenie całego serialu
chyba najlepsze jakie widziałem w ogóle spośród oglądanych serialów. Jak to
napisał mi znajomy, inne seriale ogląda się jak telewizyjne produkcje, a
"Sopranos" to przy nich jak film.
--
Pozdrawiam
Monty
-> adres mailowy zakodowany w ROT13
From: tbird <nomail nomail.info>
Subject: Re: Cieple filmy
"The Big Lebowski"
From: "v" <veddWYTNIJTO poczta.onet.pl>
Subject: Re: z serii co to za film[y]
> drugi film , nie dawno mi sie przypomnial.. to czarnobialy , stary horror,
> bardzo malo pamietam jesli chodzi o .. o cokolwiek ;) , dodatkowo nei
> ogladnalem go do konca - w kazdym razie widze tylko takie obrazy ; jak dom
> na jakims pustkowiu , mgly owijajace cala scenerie.. , byc moze
> wielopokoleniowa rodzina, i seria zabojstw , nie wyjasnionych , cos zaczyna
> zabijac hm... utkwila mi tylko w pamieci scena , w ktorej pewna kobieta
> otwiera szafe , tam cos wyciaga rece z jej koszuli nocnej, wiszacej na
> wieszaku , oczywiscie przerazajacy krzyk , szponiaste rece siegaja ku
> krzyczacej pani .. i hmm tak to koniec; ) tylko tyle pamietam , jakby ktos
> mogl mi pomoc to sdzczegolnie za ten tytul bylbym rowniez wdzieczny ..
4 lata temu zadałem pytanie, od jakiegoś czasu znam odpowiedź, oczywiście
odpowiednio rozjaśniającą wspomnienia, zatarte przez czas i fantazję;),
chodziło o "Kręte schody" Roberta Siodmaka.
pozdrawiam,
v
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
From: Theli <pisz_na_gosick wp.pl>
Subject: Re: Tlumaczenie tytulow
Ls pisze:
> Po jakiego dzwona tlumacze zawsze staraja sie przerobic tytul po swojemu?
> Skoro tworca juz cos wymyslil to chyba trzeba by sie tego trzymac. Tymczasem
> tlumacze przescigaja sie w "tworczym" tlumaczeniu tytulow. Zrozumiale gdy
> tytul jest nietypowy, ktory mowi mowi cos w swiecie anglojezycznym a w
> naszym to byloby nieporozumienie (np zart slowny). Ale czesto filmy maja
> proste jak drut tytuly, ktore w polskim "tlumaczeniu" są zupelnie inne!
> Osobiscie jako tworca wkurzylbym sie.
> Przyklad pierwszy z brzegu -> wlasnie ogladam Big White przetlumaczony jako
> Cialo za milion. No na litosc boską...
>
> Jakie wg was sa najdurniejsze tlumaczenia? :)
>
Reality bites - Orbitowanie bez cukru. Niech mi ktos w koncu wytlumaczy,
co znaczy polski tytul?
th
From: =?UTF-8?B?TWFsaW5vd3kgTWnFmw==?= <malinowymis amorki.pl>
Subject: Re: =?UTF-8?B?Y3rFgm93aWVrLCBrdMOzcnkgcHJ6ZWNob2R6acWCIHByemV6IMWb?=
UĹźytkownik Quentin napisaĹ:
> UĹźytkownik "Malinowy MiĹ" <malinowymis amorki.pl> napisaĹ:
>> Nastolatki czesto szukaja swojej seksualnosci, zanim sie zdecyduja, czy w
>> ogole ich seks bawi i jaki ich bawi ;)
>
> DĹugo nie byĹeĹ pewny swojej? ;)
Nie wiem, nie pamietam ;P
--
Malinowy MiĹ
"""SzatanĂłw Ĺatwo zidentyfikowaÄ, widaÄ te buzie takĹźe w mediach"""
â powiedziaĹ premier http://wiadomosci.onet.pl/1564510,11,item.html
From: Robson <robson esperal.net>
Subject: Re: GRINDHOUSE - razem czy osobno
kalina napisał(a):
>> A wlasnie, bo Ty jestes "starym wyjadaczem":) To moze wiesz, kiedy
>> bedzie w Polsce Planet Terror?
> Nie wierzę, żeby Quentin miał aż taką wiedzę....
październik/listopad 2007
--
==R==
From: "tbg" <i.hate spam.com>
Subject: Re: szopenfeldziarz Mielnik
Użytkownik "Fiodor" <fiodor post.pl> napisał w wiadomości
news:46CE0745.E16651D9 post.pl...
>
> szczerze mowiac idiotycznie odszedl,
> ale nikt nie przebije idioty
> co w piach rowerem wjechal w wawie
prawie jak haiku (prawie robi roznice oczywiscie)
tbg
From: "PK" <skalar7 USUN_TOpoczta.onet.pl>
Subject: Re: tradycyjnie co to za polski film, winex
Kryptonim schizoidalna nadawał:
> 'Nie ma zmiłuj'
> Czyli jak Maćkowiak nietrafił do fryzjera.
> http://www.filmweb.pl/Nie+ma+zmi%c5%82uj+2000+o+filmie,Film,id=963
bingo :)
Dziękuję.
P.
From: Theli <pisz_na_gosick wp.pl>
Subject: Re: Tlumaczenie tytulow
AB pisze:
> Theli pisze:
>> Reality bites - Orbitowanie bez cukru. Niech mi ktos w koncu
>> wytlumaczy, co znaczy polski tytul?
>
> Gra słów nawiązująca do reklamy gumy Orbit. To takie trudne?
Pierwsze slysze o ,,orbitowaniu'' w tym sensie. A niby co do tego filmu
ma konkretna firma? Product placement?
th
From: Moo-Moo <king.of.bongo mooo.com>
Subject: Re: =?iso-8859-2?Q?Zm=EAczy=B3am?= 300
aga.p wrote:
> Band of Brothers
chyba mi sie spodoba sadzac po opisie :)
--
moo_moo
http://king.of.bongo.mooo.com
From: "aga.p" <critique poczta.onet.pl>
Subject: =?iso-8859-2?Q?Re:_Zm=EAczy=B3am_300?=
Użytkownik "Jakub Debski" napisał w wiadomości
news:mn.ba807d78d08da958.68470 wp.pl...
> w domu oglądając na ekranie kompa lub telewizorze?
> Oglądanie tak "300" powinno być karane... ;)
Etam:) Dobry film jest dobry nawet na ekranie i-Poda:)
pzdr,
Aga
From: Habeck Colibretto <habeck NOSPAM.gazeta.pl>
Subject: Re: Death Proof
Dnia 20.08.2007, o godzinie 14.14.38, na pl.rec.film, neuro napisał(a):
>> nawet nie chce myslec jaki typ urody ci pasuje jak laski z death proof'a
>> byly dla ciebie tluste i brzydkie ;)
> Przecież nie napisałem że wszystkie - Rosario jest ultraseksowna na
> ten przykład. Ale Butterfly była zdecydowanie tłusta i brzydka - miała
> niezłe usta, ale reszta to praca kamery. Jest zresztą takie jedno
> ujęcie, w którym...brrr! ;>
Brrr to norma. A praca kamery, aparatu i światła to porno, zdjęcia do
Playboya i innych kolorowych gazetek.
--
Pozdrawiam,
*Habeck*
/Każda rzecz ma dwie strony. Fanatycy widzą tylko jedną/
- Schutzbach
From: Habeck Colibretto <habeck NOSPAM.gazeta.pl>
Subject: Re: =?iso-8859-2?q?Niskobud=BFetowe_SF?=
Dnia 14.09.2007, o godzinie 23.08.00, na pl.rec.film, przyklask o2.pl
napisał(a):
> Witam,
> jak w tytule. Jakie znacie, polecacie? Zalezy mi na starszych,
> niekoniecznie kultowych - cokolwiek to znaczy - produkcjach, blizszych
> raczej "Dark star" niz "Musze". Przy okazji polecę ekranizacje Lema,
> ktore mam ostatnio przyjemnosc pochlaniac - http://www.film.org.pl/prace/lem.html.
It Came from Outer Space (1953)
They Came from Beyond Space (1967)
--
Pozdrawiam,
*Habeck*
/Każda rzecz ma dwie strony. Fanatycy widzą tylko jedną/
- Schutzbach
From: "Skylla" <skylla1 niespamuj.op.pl>
Subject: Re: Blade Runner Ultimate
>> http://www.amazon.com/gp/product/B000K15VSA
>> Cóż można rzec... *drool* ;>
>>
>
> Osz...
> Pięć wersji jednego filmu!
>
Właśnie osiągnieto czystą postać absurdu :-).
P.S.
W sumie dlaczego tak nie wydaje się książek? Takie np. 20 wydań Pana Tadeusza...
;-)
S.
następna
strona